Bezsenna Marija

styczeń 15, 2008

MarijaZakochałem się.

Idąc na pierwszy dzień trzecich urodzin klubu Bezsenność nie spodziewałem się, że podejrzana istota ze skrzydłami i łukiem o pseudonimie Kupidyn lub Eros zaczai się przy wejściu i odda ostrzegawczy strzał w miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, a nogi się jeszcze nie rozpoczynają.  I właśnie od tamtego punktu, po całym ciele, przeszedł mnie dreszcz w momencie, kiedy na scenę weszła Marija wraz z towarzyszącymi jej muzykami i koncert się zaczął. Prześliczna dziewczyna z niesamowitymi umiejętnościami wokalnymi od samego początku oczarowała tłumnie zgromadzoną publiczność.

Coverowane utwory, dzięki muzykom towarzyszącym Mariji, nabierały ciekawego brzmienia w nowych aranżacjach. Przy funkowej wersji „Sing It Back” z repertuaru Moloko z trudem opanowałem chęć wyrwania się pod samą scenę. Duża w tym zasługa muzyków, z których największe brawa dostał grający na elektrycznym pianinie Robert Jarmuzek, dokonujący na swym instrumencie naprawdę niesamowitych akrobacji po klawiaturze.

Utwór za utworem mój zachwyt rósł. Marcelina okazała się nie tylko wspaniałą piosenkarką; zrobiła na mnie także bardzo duże wrażenie dzięki skromności i braku scenicznego zmanierowania. Żadnego ściemniania i sztuczności na scenie. Jaka Marija jest, każdy może zobaczyć i uśmiechnąć się miło, bo dość nieczęsto zdarza się spotkać tak naturalnie zachowującą się osobę.

Dodatkowo przez większą część koncertu odnosiłem wrażenie, ach, jaka szkoda, że mylne, iż wokalistka śpiewa tylko do mnie; do mnie kieruje swoje wyśpiewywane słowa i na mnie patrzy uśmiechając się przy tym słodko. Zupełnie jak Mona Lisa, która zerka we wszystkie strony jednocześnie i nieważne czy ogląda się ją z boku czy z przodu.

Doskonale dobrana mieszanka kompozycji nastrojowych i spokojniejszych przeplatana tymi, w których noga sama przytupywała do rytmu, w bogatych i miejscami w zaskakujących aranżacjach naprawdę się spodobała bezsennej publiczności. Pewnym mankamentem był jednak niedobór repertuaru własnego i, mimo że Cieszynianka ma naprawdę niezły akcent, brak polskojęzycznych utworów. Szkoda.

Ale to tak naprawdę niuans, który w żaden sposób nie wpłynął na odbiór całości występu; był on po prostu fantastyczny i wszyscy nieobecni mają prawo żałować swej absencji na tym koncercie. Marcelina talent posiada i mam nadzieję, że go dobrze wykorzysta. Na użytek swój, ale przede wszystkim na nasze szczęście. W dobie Internetu oraz nowoczesnej promocji i komunikacji Marija ma szansę na duży sukces. Pokazał to ten koncert.  Bo jak często zdarza się, że na występ jednak mało znanej osoby, której tylko kilka nagrań można posłuchać na My Space, przychodzi tłum osób i kilkukrotnie „zmusza” ją do bisowania?

Marija feat. Not Only – 15.01.2008 – Wrocław – Bezsenność

Lynky:

Leave a Reply