Komety
marzec 1, 2008
- Cześć.
– Cześć. Co słychać?
- A dziękuję, całkiem dobrze. Z koncertu właśnie wracam.
– Z jakiego?
- Komety. Znasz?
– Niespecjalnie. Pewnie w radiu ich nie usłyszę.
- Zależy jakim, ale sądząc po ilości osób na występie to faktycznie niezbyt często są chyba grywani.
– Aż takie pustki?
- Wiesz, koncert może nie przyciągnął tłumów i zaryzykowałbym stwierdzenie, że Firlej był tego sobotniego wieczoru bardzo luźny pod względem frekwencji. Nie zmienia to jednak faktu, że w tą apokaliptyczną pogodę, kiedy Orki latały nam nad głowami, strata tak ciekawego wydarzenia muzycznego, to ogromna wpadka dla każdego koncertowego wyjadacza. Naturalnie nie dla mnie, bo ja Kometów, jak widać na obrazku załączonym, nie odpuściłem.
– No dobra, ale co to są te Komety i czymże się ich słucha?
- To warszawskie trio, będące bezpośrednim spadkobiercą dokonań Partii. Gra prostą formę rock and rolla – rockabilly – która ma jednak w sobie to coś, co sprawia, że muzyki słucha się z przyjemnością. Bez zbędnego kombinowania, z prostotą, lecz nie z prostactwem, prześlizgują się po kolejnych utworach, które od razu wpadają w ucho. Nie trzeba być mistrzem gitary, żeby wymyślić dobry riff w ciekawej aranżacji.
– Teksty?
- Dominuje tematyka miłosna w niebanalnej formie. Zresztą właśnie podczas Komet, jak rzadko kiedy, odczuwałem potrzebę, przynajmniej koncertową, posiadania pary. Ta muzyka aż woła by słuchać ją z kimś, by się przy niej razem bawić i by ją wspólnie odczuwać. Cholera, chyba w lędźwiach czuję wiosnę.
- Spokojnie, koty też czują to naturalne. Mimo że wiatr głowę przy samym tyłku urywa, to aura inaczej już działa. Zew natury.
- Tak, tak. Nieważne. Poza utworami „z”, „do”, „o” oraz „na temat” miłości pojawiają się klimaty warszawskie – wielkomiejski folk? – które na myśl przywodzą połączenie praskiej dzielnicy z klimatem amerykańskich przedmieść. Mieszanka iście wybuchowa.
– A kontakt z publiką?
- Lesław – wokalista, tekściarz i gitarzysta – z pewną taką dozą śliskiego acz miłego włazidupstwa, komplementował wrocławską publiczność oraz dziękował za przybycie. Sympatyczne to było, mimo że pewnie tego typu zagrania są na każdym albo niemal każdym koncercie.
– Normalka…
- Z ciekawostek, było zagranych kilka utworów starej Partii. Zresztą tego domagała się publiczność. Zawsze mnie zastanawiało, co czują artyści w momencie, gdy ich nowsze utwory nie są tak entuzjastycznie przyjmowane jak wcześniejsze dokonania. Lesław żadnego skrępowania nie wykazywał podczas grania starych hiciorów. Wręcz przeciwnie, widać było, że ten repertuar sceniczno – wokalny nadal mu „leży” i pasuje.
– No ale ogólnie to żałujesz pójścia?
- W żadnym razie i wypadku. Było naprawdę świetnie. Dynamicznie, z przytupem i przyjemnie. Wiem, że tego słowa się mocno nadużywa, ale Komety są „oldschoolowe” w tym naprawdę dobrym znaczeniu. Lesław co prawda Elvisem nie jest, ale to naprawdę porządny kawałek rock`n`rolla.
– Brzmi smacznie.
- I jest. Następnym razem dam Ci znać i pójdziemy z jakimiś fajnymi dziewojami. Podryw „na Komety” po prostu musi się udać. Tymczasem znikam, bo mi tramwaj odjeżdża. Trzymaj się.
– Ty też. Na razie.
– Cześć. Co słychać?
- A dziękuję, całkiem dobrze. Z koncertu właśnie wracam.
– Z jakiego?
- Komety. Znasz?
– Niespecjalnie. Pewnie w radiu ich nie usłyszę.
- Zależy jakim, ale sądząc po ilości osób na występie to faktycznie niezbyt często są chyba grywani.
– Aż takie pustki?
- Wiesz, koncert może nie przyciągnął tłumów i zaryzykowałbym stwierdzenie, że Firlej był tego sobotniego wieczoru bardzo luźny pod względem frekwencji. Nie zmienia to jednak faktu, że w tą apokaliptyczną pogodę, kiedy Orki latały nam nad głowami, strata tak ciekawego wydarzenia muzycznego, to ogromna wpadka dla każdego koncertowego wyjadacza. Naturalnie nie dla mnie, bo ja Kometów, jak widać na obrazku załączonym, nie odpuściłem.
– No dobra, ale co to są te Komety i czymże się ich słucha?
- To warszawskie trio, będące bezpośrednim spadkobiercą dokonań Partii. Gra prostą formę rock and rolla – rockabilly – która ma jednak w sobie to coś, co sprawia, że muzyki słucha się z przyjemnością. Bez zbędnego kombinowania, z prostotą, lecz nie z prostactwem, prześlizgują się po kolejnych utworach, które od razu wpadają w ucho. Nie trzeba być mistrzem gitary, żeby wymyślić dobry riff w ciekawej aranżacji.
– Teksty?
- Dominuje tematyka miłosna w niebanalnej formie. Zresztą właśnie podczas Komet, jak rzadko kiedy, odczuwałem potrzebę, przynajmniej koncertową, posiadania pary. Ta muzyka aż woła by słuchać ją z kimś, by się przy niej razem bawić i by ją wspólnie odczuwać. Cholera, chyba w lędźwiach czuję wiosnę.
- Spokojnie, koty też czują to naturalne. Mimo że wiatr głowę przy samym tyłku urywa, to aura inaczej już działa. Zew natury.
- Tak, tak. Nieważne. Poza utworami „z”, „do”, „o” oraz „na temat” miłości pojawiają się klimaty warszawskie – wielkomiejski folk? – które na myśl przywodzą połączenie praskiej dzielnicy z klimatem amerykańskich przedmieść. Mieszanka iście wybuchowa.
– A kontakt z publiką?
- Lesław – wokalista, tekściarz i gitarzysta – z pewną taką dozą śliskiego acz miłego włazidupstwa, komplementował wrocławską publiczność oraz dziękował za przybycie. Sympatyczne to było, mimo że pewnie tego typu zagrania są na każdym albo niemal każdym koncercie.
– Normalka…
- Z ciekawostek, było zagranych kilka utworów starej Partii. Zresztą tego domagała się publiczność. Zawsze mnie zastanawiało, co czują artyści w momencie, gdy ich nowsze utwory nie są tak entuzjastycznie przyjmowane jak wcześniejsze dokonania. Lesław żadnego skrępowania nie wykazywał podczas grania starych hiciorów. Wręcz przeciwnie, widać było, że ten repertuar sceniczno – wokalny nadal mu „leży” i pasuje.
– No ale ogólnie to żałujesz pójścia?
- W żadnym razie i wypadku. Było naprawdę świetnie. Dynamicznie, z przytupem i przyjemnie. Wiem, że tego słowa się mocno nadużywa, ale Komety są „oldschoolowe” w tym naprawdę dobrym znaczeniu. Lesław co prawda Elvisem nie jest, ale to naprawdę porządny kawałek rock`n`rolla.
– Brzmi smacznie.
- I jest. Następnym razem dam Ci znać i pójdziemy z jakimiś fajnymi dziewojami. Podryw „na Komety” po prostu musi się udać. Tymczasem znikam, bo mi tramwaj odjeżdża. Trzymaj się.
– Ty też. Na razie.
Komety – 01.03.2008 – Wrocław – ODA Firlej