Powoli zbliżaliśmy się do miejsca koncertu. Swojskie „kurwa” usłyszane w drodze do metra, wyrwało mnie z rozmyślań nad cenami zapiekanek. Raz za razem słychać było polską mowę. Dochodziliśmy do Kulturbrauerei, który przez 6 dni, w ramach festiwalu „Terra Polska”, stał się domem dla 200 artystów z Polski, jak i niemieckiej Polonii. Sobotnim, chyba najmocniejszym akcentem, miał być występ Kultu poprzedzony Futrem oraz Tworzywem Sztucznym.

Stragany, gwar, panowie puszczający ogień, puste butelki, puszki, odór marihuany. Wszystko to zmieszane razem, dawało niezłą mieszankę. Tygiel wonno – kulturowy. Po lewej stronie stała sobie niepozornie niewielka scena, nad którą widniał napis: „Brudne Dzieci Sida”. Niestety, koncert Patyczaka miał miejsce kilka godzin wcześniej.

Idąc dalej dało się ujrzeć pokaźną grupę tłoczącą się niemrawo w kolejce; tłum osób wokół wejścia świadczył o tym, że trafiliśmy we właściwe miejsce. I tutaj pierwsza niespodzianka! Bilety magicznym sposobem podrożały o 1,5 euro w stosunku do ceny zapowiadanej. Na dodatek wyglądały jak niewydrukowane do końca.

Po chwili weszliśmy do środka. Przestrzenna sala, dość duża scena, w miarę luźno, sufit wysoko a nawet możliwość oglądania koncertu z lotu rzuconej do góry butelki to atuty naprawdę godne pozazdroszczenia. Minusem była natomiast płatna toaleta, z której przyszło mi skorzystać zaraz po wejściu. Brak lokalnej waluty sprawił, że musiałem prosić o możliwość zrobienia siusiu za darmo. Ale co tam, za wrzesień 39 należy mi się chyba gratisowy kibel.

Chwilę zajęło nim pierwszy band się rozłożył, więc nadstawiłem ucha. Rozmowy głównie po polsku; choć i mowa Goethego wraz z szekspirowskimi wtrąceniami się zdarzały.

To, co zwróciło moją szczególną uwagę – wszechobecne butelki; potłuczone, zdeptane i zmiażdżone. Istny horror. Na dodatek tego szkła przybywało. Głupota ludzka nie zna granic.

Ale nie miałem czasu denerwować się i rozmyślać nad zachowaniem osób, z którymi przyszło mi się bawić, gdyż rozpoczynał się koncert. Jako że był to, znaczy się dla mnie, koncertowy debiut z Fiszem, z ciekawością obserwowałem zespół. Młody Waglewski już na wejściu powiedział, że będą grać 40 minut i słowa dotrzymał. Było ok, ale momentami zbyt monotonnie. Publiczność, średnio wciągnięta, wyraźnie oczekiwała na gwiazdę wieczoru.

Po zejściu Tworzywa Sztucznego nastąpiła około dwudziestominutowa przerwa i pojawił się zespół Futro z Noviką na czele. No cóż, nie wiem, jak to subtelnie ująć; nic interesującego. Ziewanie i nudy. Warty odnotowania był tylko cover „Wojen gwiezdnych” Kryzysu z tekstem „Powietrze tu nieświeże i niezdrowy swąd”. Podczas występu niemal odbiłem się od Fisza, który wraz z zespołem kierował się ku wyjściu. Futro zagrało i zeszło.

Koncert Kultu rozpoczął się niemal punktualnie o północy, tu wielka niespodzianka, Barankiem. Zresztą cały występ należał do tych bardziej standardowych. Urozmaiceniami były między innymi zagubione fanty, które Kazik dostawał; klucz, paszport i kartę do bankomatu. Na dodatek otrzymał prezent w postaci buziaka od jakiejś fanki oraz zatańczył z jakimś chłopakiem. Przed Irkiem inna osoba padła na kolana i zaczęła bić pokłony.

Zaskoczeń muzycznych – żadnych. Ten koncert aż prosił się o Berlin. A była jedynie Arahja. Na bisy Krew Boga, Konsument, Wolność oraz Polska, którą pierwszy raz od dawna zaśpiewałem. I przyznam, że pewną radość sprawiło mi śpiewanie „Polska! Mieszkam w Polsce! Mieszkam tu, tu, tu, tu!”

Całość w granicach dwóch godzin i trzydziestu minut. Nagłośnienie całkiem niezłe, acz, jak zwykle, nie słychać było gitary Morawca.

Powrót z rozradowanymi rodakami, z których większość była naprawdę mocno ukontentowana występem Kulcich, sprawił mi dużą frajdę. W sercu obcego miasta poczuć się jak w domu – piękne uczucie.

Zaś co do miasta… Berlin mnie przytłoczył. Za nic nie chciałbym tam mieszkać. Duże, bezimienne, anonimowe. Czułem się tam mocno zagubiony i jakiś taki, sam nie wiem jak to określić, przytłoczony.

Kult – 24.04.2004 – Kesselhaus/Kulturbrauerei – Berlin

P.S.

Koncertowe zdjęcia