Czeska inwazja na Polskę
wrzesień 28, 2008
I właśnie w niedzielny wieczór zawitał jeden z przedstawicieli czeskiej awangardy rockowej, którego klasyfikacja stylowo – gatunkowa jest niemożliwa do zwerbalizowania. „Už Jsme Doma” – bo tak nazywają się ci nieszablonowi artyści – w swojej muzyce miksują ogień z wodą oraz ziemię z powietrzem. Z połączenia tych żywiołów rodzi się mieszanka, która sprawia piorunująco – wybuchowe wrażenie na każdym, kto znajdzie się w obrębie strefy wyznaczanej przez siłę głośników.
Ich CV budzi respekt; ilość zrealizowanych projektów duża, lista współpracowników obejmuje między innymi „The Residents”, „Sleepytime Gorilla Museum” czy byłego wokalistę „Dead Kennedys” – Jello Biafrę, a mnogość zagranych koncertów w samych Stanach Zjednoczonych przekracza marzenia naszych rodzimych gwiazd śniących o podboju, niedostępnego podobno dla Słowian, Zachodu. Jeśli dodać do tego wyjątkowe „licentia poetica”, nawiązujące do kafkowskiego klimatu groteski z dodatkową porcją absurdu, sprzedawane za pomocą nietypowych wokaliz oraz zabaw głosowych, to otrzymamy namiastkę tego muzycznego zjawiska, jakim jest „Už Jsme Doma”.
Ten mini tour po Polsce to naprawdę jedno z ciekawszych wydarzeń jesiennej alternatywy muzycznej. I co prawda planowany na punkt 20:00 start nieco się opóźnił, ale przyzwyczajona do obsuw wrocławska publiczność nie zbyt mocno kręciła nosami na ten drobny nietakt. Szczególnie że wnętrze klubu jazzowego Rura okazało się być wyjątkowo przyjazne, a cały proces instalowania się muzyków na scenie oraz ludzi pod sceną przebiegł wyjątkowo sprawnie. Wreszcie nastąpił moment, na który wszyscy czekali – zostaliśmy zaatakowani feerią dźwięków, która zalawszy dolne pokłady klubu utopiła nas na dłuższy czas w czeskim morzu kakofonii o niedookreślonej konstrukcji.
Punkowo – jazzowo – rockowe łamańce o intrygującej strukturze, pomysłowych wstępach i niespodziewanych przejściach nie mogły się nie podobać. Zdecydowana większość osób siedziała – pląsaniem zajęte było tylko kilka postaci pod samą sceną – ale gorące i długie oklaski po każdym utworze nie miały w sobie ani grama plastikowo – udawanej wdzięczności. Szczere i w żaden sposób niewymuszone zachwyty nie pozostawiały wątpliwości co do uznania, jakiego w te kilkadziesiąt minut dorobiło się „UJD”.
Przemykający przez kolejne pieśni Czesi nie odpuszczali ani na chwilę, serwując nam kolejne niebanalności ze swego bogatego repertuaru; momentami kierowali się w stronę iście fantomasowych rejonów, by po chwili powrócić do melodyjnych zaśpiewów na słowiańską nutę, okraszonych cyrkowym wtrętem, prześlizgującym się przy okazji przez punkową estetykę, która szalonym rytmem i zrywami zamykała kolejne konstrukty muzyczne mieszając i doskonale się komponując z nieco bardziej stonowanymi fragmentami scenicznego show.
Wrażenie bardzo udanego występu potwierdziły bisy, na które zespół, zachęcony gorącymi oraz długimi oklaskami, wychodził kilkukrotnie. Aż do całkowitego wyczerpania i rozładowania baterii – widać było, jak wiele energii włożyli w ten koncert. Żadnego pół gwizdka i cały czas na pełnych obrotach . „UJD” to antonim indolencji twórczej oraz przykład na to, że grając bez ulegania chwilowym modom oraz śpiewając w ojczystym języku można osiągnąć sukces gdzieś indziej niż tylko w lokalnym grajdołku.
Czechom możemy tylko zazdrościć.
Už Jsme Doma – 28.10.2008 – Wrocław – Jazz Klub Rura