Kult na Dzień Wiosny

marzec 21, 2006

Dawno nie było okazji do podziwiania Kultu podczas Pierwszego Dnia Wiosny. Długoletnia tradycja została złamana już tak naprawdę w 2003 roku, kiedy to zamiast Kultu przyjechał KNŻ. To naturalnie było jeszcze do przełknięcia. Jednakże przez roki dwa następne nie było nic. Dopiero rok 2006 przyniósł odmianę – w hali Wytwórni Filmów Fabularnych zorganizowano koncert.

Dość dużą niespodzianką okazał się support. Nie dość że nie było o nim mowy, to na dodatek okazali się nim być moi krajanie z nu metalowego zespołu Nation. Na ich nieszczęście publiczność w zdecydowanej większości przypominała nieco inżyniera Mamonia. Zaskoczeni nieznaną muzyką albo tępo przypatrywali się scenie albo zajmowali pozycje wokół toalet, miejsc sprzedaży złocistego napoju lub wychodzili na zewnątrz.

Ja z ciekawością wysłuchałem występu zespołu, którego dość dawno nie miałem okazji oglądać. Jednak z pełną świadomością mówię, że ich estetyka oraz klimaty w jakie się zapuszczają nie za bardzo mi odpowiada. Szczególnie niestrawny jest dla mnie wokal; jego nijakość i płytkość wydają się być głównym minusem całego przedsięwzięcia muzycznego o nazwie Nation. Weszli, zagrali, zeszli. Gwizdów mocnych nie było, ale żadnej euforii także nie wzbudzili.

Po dłuższej chwili oczekiwania, w ramach której jeden zespół się instalował a drugi wręcz odwrotnie, rozpoczął się występ. Tłumnie zgromadzona, mimo wysokiej ceny jak na pierwszowiosenny występ, publiczność ruszyła z kopyta do przodu. Przeciskające się przez tłum mniejsze i większe osobniki płci obojga napierały i wlewały się kolejnymi falami, potrącając i popychając stojących z tyłu ludzi. Po chwili nieco się uspokoiło i wszyscy, w mniejszym lub większym komforcie, mogli skoncentrować się na występie.

Kult jak to Kult. Poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Zapowiedzi wspaniałego nagłośnienia i zupełnie nowych wizualizacji spełniły się po części. Pojawiły się zarówno znane i jak i zupełnie nowe obrazy. Hala WFF spełniająca rolę hangaru koncertowego radzi sobie całkiem nieźle z potężnym natężeniem i różnorodnością dźwięków, którymi raczy nas zespół. Jedynym punktem nieco odbiegającym od standardów europejskich był chwilami słabo słyszalny wokal Kazika. Ciężko mu było przedrzeć się przez ścianę dźwięku, które reszta chłopaków wydobywała. No i niemal obowiązkowo po połowie koncertu pojawiła się chrypka, która połączona z niektórymi fałszywymi dźwiękami wydobywanymi ze strun głosowych, niemiło obijała się o bębenki słuchowe.

Mimo tego jednego mankamentu bawiłem się wyśmienicie. Zaserwowane kawałki porwały mnie dość szybko i ten ponad dwie i pół godzinny występ przeleciał niczym dres w pogoni za swoją ofiarą. Wraz z ostatnimi dźwiękami końcowych bisów, niemal z całą Wytwórnią Filmów Fabularnych, przebudziłem się z muzycznego snu i dziarskim krokiem pomaszerowałem w kierunku wyjścia. Kult to doskonałe rozpoczęcie wiosny, w ramach której podczas Juwenaliów przyjdzie nam ponownie podziwiać jeden z lepszych zespołów koncertowych w Polsce.

Kult – 21.03.2006. – Wrocław – WFF